niedziela, 15 lutego 2015

Harry, część 1.



niektóre momenty są zapisane w czasie przeszłym, a niektóre w teraźniejszym. Jak lepiej??

-Nie mam zamiaru powtarzać tego z wami co chwila, więc słuchajcie mnie uważnie.-powiedziała Pani Scott.
-Jessica, błagam, też uczęszczasz do tej klasy, więc chociaż zacznij udawać, że Ci zależy.-zwróciła się w moją stronę, opuszczając głowę i powodując, że z jej nosa zsunęły się okulary, które nosi już chyba od początku nauczania w tej szkole.
-Dobrze..-odłożyłam pisak, którym podkreślałam temat.
-Dziękuję.-skomentowała i poprawiła okulary, odsuwając się w tył, by móc obserwować całą klasę.
-No więc naszły mnie słuchy, że dręczycie naszą biedną Anastasię.-pokręciła głową, napuszona.-Dzieci drogie, mówiłam Wam, że nie wolno się tak zachowywać wobec niej. To, że nie stać ją na droższe rzeczy, wcale nie oznacza, że musi być obiektem kpin. To kochane dziecko, wiele razy Wam tłumaczyłam, że nie ocenia się książki po okładce, dlaczego nie potraficie tego zrozumieć? Chcielibyście być tak traktowani?
Obróciłam głowę, by zobaczyć ich reakcje, ale większość miała nos wepchnięty w zeszyt, lub w książkę, a niektórzy nawet bawili się telefonem, co oczywiście na lekcji jest niedozwolone. Nie potrafiłam być świadoma tego, dlaczego tacy są.
  Pewnego dnia w szkole, ktoś zapytał się co oznacza imię Anastasia, Pani Scott wytłumaczyła im, że oznacza to ,,Zmartwychwstała'' i również ,,Wskrzeszona'', uczniowie słysząc to, skomentowali, że to dlatego tak nieprzyjemnie od niej pachnie. Dokładnie tak, jakby ktoś przed chwilą wyciągnął ją spod ziemi.
Anastasia wybiegła wtedy z klasy ze szlochem, było mi jej strasznie żal. Osobiście uważam, że jej imię jest urocze.
-Jessica, proszę cię, ja wiem, że Ty nie jesteś niemiła w stosunku do Anastasii, ale posłuchaj, proszę.
-Tak, słucham.-odwracam głowę w jej stronę.
Pani Scott bierze głęboki wdech.-Anastasia potrzebuje pomocy w nauce, jest ktoś chętny by jej pomóc?-rozgląda się po klasie, a za szkiełkami, w jej oczach można dostrzec, że jej nadzieja nie jest zbyt duża i wie, że gdyby porównać ludzi, którzy byliby gotowi asystować Anastasii, a tych, którzy chcieli ją zmieszać z błotem, zdecydowanie zwyciężyliby ci drudzy.
  Przejeżdżam wzrokiem po klasie i dostrzegam, że nikt nie jest specjalnie zainteresowany tym, co powiedziała nauczycielka, o ile w ogóle wiedzą co powiedziała.
Biorę głęboki wdech.-Ja mogę jej pomóc.
Wiem, że dużo ryzykuję, decydując się pomagać dziewczynie, ponieważ wtedy młodzież zaczęłaby dokuczać mi.
Pani Scott spogląda na mnie z uniesioną brwią.-Zrobiłabyś to?
-Tak, zrobiłabym.-uśmiecham się.
-To cudownie!-uśmiecha się szeroko.-Zwolnię Cię z 2 ostatnich godzin lekcyjnych, żebyś miała czas dla siebie i polecisz do niej, w porządku?
-Tak, jasne, mi pasuje.-potakuję głową.
-To cudownie, Jess!
Uśmiecham się w jej stronę.


-Czy wiesz, co właśnie zrobiłaś?!-podbiega do mnie Rose.
-Tak, wiem.-potakuję.
-Jessica!-łapie się za głowę i wzdycha.-Przecież oni nie dadzą Ci żyć, wiesz to!
-Spokojnie, ja jej tylko pomogę w lekcjach, Rose, nic złego się nie stanie, wiesz?-uśmiecham się.
-Zgłupiałaś?-unosi brew.-Dobrze wiesz, jak wszyscy bardzo nią gardzą, dlaczego się na to zdecydowałaś?-pyta spokojniej i przysiada się obok mnie.
-Rose, spójrz, chciałabyś być tak traktowana? Przecież oni ją niszczą! Miałaby jeszcze nie przejść do następnej klasy?-przerywam, wpatrując się w nią.-Nie! Nie pozwolę na to. Gdyby tak się stało, myśl, że mogłam jej pomóc dręczyłaby mnie co chwilę.
-Dlaczego zawsze wszystkim pomagasz, Jess? Chcesz na tym ucierpieć?
-Nie, tylko..-wzdycham i spuszczam wzrok na podłogę.-Chodzi o to, że muszę jej pomóc, bo sama nigdy nie chciałabym się znaleźć w jej sytuacji, Rose. -wpatruję się w nią.
-Okej, widzę, że Cię nie przekonam, co?-śmieje się.-Jesteś kochana i widocznie jedyna rzecz, która mi pozostała, to bycie dumną, że mam taką przyjaciółkę.-uśmiecha się.-Przynajmniej mogę być pewna, że zawsze mi pomożesz, gdy będę w potrzebie.
-Zawsze.-potakuję głową, uśmiechając się.
-Nic nie zdziałam, więc Ty leć do Anastasii, a ja pędzę na lekcje, w porządku?
-Okej, no to cześć.-cmokam ją w policzek i wybiegam ze szkoły.


-Cześć, Anastasia.-uśmiecham się w jej stronę, dostrzegając jak otwiera mi drzwi.
Na jej twarzy doskonale widać teraz piegi dzięki zachodzącemu słońcu i dopatruję się w jej oczach łez oraz zaschniętego tuszu na policzkach.
-Cześć..-szepcze.
-Przyszłam pomóc Ci w nauce. Wraz z Panią Scott stwierdziłyśmy, że przyda Ci się pomocna dłoń.-uśmiecham się do niej, próbując rozładować napięcie.
-Ja.. sądzę, że raczej nie chcesz ze mną pracować.-w jej głosie udaje się wyczuć pewną obawę.
-Dlaczego? Chcę, sama się zgłosiłam, Anastasia.
-Doceniam. Ale mimo wszystko, nie, dziękuję.-chce zamknąć drzwi, ale ja napieram na nie ręką, w związku z czym jej się to nie udaje.
-Pozwól sobie pomóc.-przyglądam się jej i zabieram dłoń z drewnianej powłoki.-Wiem, że to jak oni się zachowują względem Ciebie jest karygodne, ale nie możesz odpychać od siebie wszystkich. A już na pewno nie te osoby, które próbują Ci pomóc.-tłumaczę.
-Po prostu..-jej oczy się łzawią.
-Są Twoi rodzice?-pytam, przerywając.
-Tak, właśnie dlatego nie chcę, byś wchodziła.
-Coś nie tak?-pytam zmieszana.
-Bo.. po prostu nie chcę, abyś wchodziła.
-Mogę nie patrzeć.-unoszę ramiona, uśmiechając się.
Anastasia śmieje się cicho.
-Jessica, dziękuję Ci bardzo, ale..-gorzknieje.-wstydzę się tego co tam zobaczysz.-opuszcza głowę.          -Jeżeli to wina Twoich rodziców, to nie masz czego. Ja nawet nie będę się śmiała, An.-pokręciłam głową.
-W porządku.-nawet na mnie nie spojrzała, tylko otworzyła mi drzwi, pozwalając wejść.
-Nie musisz ściągać butów.-powiedziała Anastasia i zmierzała w górę schodów.
-Dzień Dobry.-zwróciłam się w stronę jej rodziców.
-Kim jesteś?-zapytała jej mama.
-Będę uczyła Państwa córkę.
-Nie jesteś za młoda na nauczycielkę?
-Nie, nie. To będą po prostu korki.-wytłumaczyłam.
-Ach..Zresztą, to głupie dziewczę, i tak niczego jej nie nauczysz.-machnęła lekceważąco dłonią.
Otworzyłam lekko usta z niedowierzaniem.
-Słucham?
-Anastasia nigdy nie jest w stanie niczego pojąć, w szkole idzie jej koszmarnie.-odezwał się jej ojciec.
-Gdyby jeszcze Państwo wiedzieli dlaczego tak jest.-zaśmiałam się ironicznie.
-Pani córka jest wyśmiewana w szkole, nie wytrzymuje presji.-zwróciłam się w stronę jej rodzicielki.
-Powinni się Państwo nią zająć.-fuknęłam.
 Musiałam się odezwać. Ich arogancki ton głosu był nie do wytrzymania.
-Jessica!-usłyszałam wołanie An.
-Idę!-odkrzyknęłam i udałam się w jej kierunku.




**
-Jak tam nauczanie Anastasii?-zapytała mnie Pani Scott, gdy lekcje się zakończyły.
-Bardzo dobrze! Szybko pojmuje, rozumie naprawdę dużo rzeczy.-chwaliłam dziewczynę.
-To świetnie! Pytałaś może kiedy wróci do szkoły?
-Nie, nie pytałam. Ale zapytam jutro.-odpowiedziałam, uśmiechając się.
-To dobrze! Jestem Ci naprawdę wdzięczna, Jessica!
-Naprawdę nie ma za co!- uśmiechnęłam się.

-Jessica!-zatrzymała mnie Rose.-Wyjdźmy gdzieś razem, proszę. Nie masz dzisiaj korków z Anastasią, prawda?
-Nie, nie mam.-uśmiechnęłam się do niej, kręcąc głową.
-Świetnie! Pójdźmy więc do tej kawiarni, w której podają świetne szejki!
-W porządku.-zgodziłam się, ponieważ długo nie spędzałyśmy razem czasu.

-Uwielbiam te o smaku mango, wiesz?-zwróciłam się do przyjaciółki.
-Niech i będzie.-westchnęła i udała się po kupno szejków.
Zaśmiałam się z jej miny.
-Dziękuję bardzo.-odebrałam od niej plastikowy kubeczek z zimnym szejkiem.
-Proszę.-pokręciła głową ze śmiechem.
-Wiesz, Jess..ten chłopak cały czas zawzięcie Ci się przygląda.-zagadała mnie koleżanka, oczami wskazując na chłopaka siedzącego niedaleko nas. Wyglądał na o wiele starszego, a na jego ramionach widniały tatuaże.
-Przeraża mnie..-przełknęłam gulę, która uformowała się w moim gardle.
-Daj spokój. Jest przystojny!-dźgnęła mój łokieć.
-Ale nadal przerażający.
-Przesadzasz. Zobacz, podejdę do niego.-chciała wstać, ale zdążyłam ją zatrzymać.
-Nie, Rosie!-wskazałam dłońmi, by usiadła.
-Po prostu..nie.
-Okej.-przerwała, odbierając telefon.-Muszę lecieć, Jessica.-wytłumaczyła i nim zdążyłam ją o cokolwiek zapytać, po prostu zniknęła, żegnając mnie małym buziakiem w policzek.
-Okej..-szepnęłam pod nosem, wstając z krzesła.

Próbuję nie myśleć o tym chłopaku, który tak intensywnie się we mnie wpatrywał, ale w tym było coś takiego, że o tym nie da się zapomnieć. Przestraszyłam się.
Weszłam do mieszkania, a za sobą usłyszałam głośne trzaśnięcie drzwiami, które nie zostało wywołane przeze mnie.
Odwróciłam się i ujrzałam tego samego chłopaka, którego widziałam w kawiarni. Moim ciałem zawładnął strach.
Jego loki były w absolutnym nieładzie, a oczy błyszczały, kiedy w skupieniu skanował moją twarz.
-Czego chcesz?-bałam się wydusić z siebie jakikolwiek dźwięk, w obawie o to, jak zareaguje mężczyzna. Ale musiałam zapytać.
Odruchowo zaczęłam się odsuwać, gdy ten przybliżał się do mnie.
-Nie bój się, słońce.-zaśmiał się, widząc moją postawę.
Wciągnęłam głęboko powietrze, gdy moje plecy dotknęły ściany.
-Nazywam się Harry, a Ty, skarbie?-nasze klatki piersiowe niebezpiecznie się ze sobą łączyły, a ja wstrzymałam oddech, gdy chłopak oplótł moją talię.
-Nie dosłyszałem.-zabrzmiał surowo, gdy nie uzyskał odpowiedzi.
-Ja..um..Jessica.
-Dlaczego tutaj przyszedłeś?-wykrztusiłam niepewnie.
-Spodobałaś mi się.
Moja klatka piersiowa zacisnęła się nieprzyjemnie.